WBPiCAK, Piotr Sommer, Charles Reznikoff, Wiersz Nocną Porą
[WIERSZ NOCNĄ PORĄ] Charles Reznikoff, *** ("Tak wiele zostało marnie powiedziane")
Charles Reznikoff w przekładzie Piotra Sommera dla Państwa na ten wieczór.
Charles Reznikoff w przekładzie Piotra Sommera dla Państwa na ten wieczór.
- Po co ludzie kupują tak grube książki? - spytała koleżanka z redakcji.
Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale dzisiaj przychodzę do Was z grubą książką, która bardzo warto sobie nabyć.
To "Szczęśliwe dni" Pawła Huellego, tom wszystkich opowiadań zmarłego nie tak dawno wybitnego pisarza.
Warto nie tylko na "długie jesienne wieczory". Więcej tym razem mówię, a nie piszę, zachęcony przez wydawnictwo Znak gratyfikacją finansową.
Wojciech Szot: Dlaczego nie namalujesz kotka albo pieska? Sebastian Skoczylas: Nie tylko kotka i pieska, ale też człowieka. Choćby dlatego, że już bardzo dawno odszedłem od malarstwa przedstawiającego, a w szczególności figuratywnego. Zawsze ciągnęło mnie do malarstwa, w którym najważniejszą rolę odgrywa kolor. Nawet w typowo rysunkowych pracach studyjnych, gdzie trzeba było wykazać się kreską, czy walorem, wychodziło na to, że plama, kolor i struktura malarska pociągają mnie najbardziej. Tak doszedłem do abstrakcji. Szot - Czy kolory, które cię pociągają zmieniały się? Skoczylas -...
Mahvash Sabet, jedna z przywódczyń irańskich bahaitów, jedzie do Meszhedu, miasta na północy kraju, ważnego ośrodka akademickiego. Od lat pomaga prześladowanym współwyznawcom w dostępie do edukacji, bo na państwowych uczelniach bahaici nie mają czego szukać. Nie dotrze na miejsce, irańskie władze ją aresztują. Sabet w areszcie czeka ponad dwa lata, w czerwcu 2010 roku dostaje wyrok: 20 lat więzienia za szpiegostwo i działanie na szkodę kraju. PEN America w specjalnym raporcie informuje, że w aresztach i więzieniach jest dziś wielu ludzi pióra - tak wielu po raz pierwszy od...
Koniec sprzedawania nowości z rabatem? Ministerstwo Kultury opublikowało trzy najważniejsze elementy projektu ustawy o książce. To: - jednakowa cena książki przez 12 miesięcy - maksymalny rabat dystrybucyjny dla hurtowni na poziomie 45 procent - obowiązkowe przekazywanie danych sprzedażowych do GUS *** Co Państwo o tym myślą? Więcej - kierunek zwiedzania w miejscu pracy.
Wojciech Szot: "Wróciłem do świata, który rozumiem", napisałeś trzy dekady temu. Tym światem zrozumiałym był Berlin Zachodni. Niezrozumiałym - Polska. Czego nie rozumiałeś w Polsce A.D. 1990? Colm Tóibín: Polskę odwiedziłem podczas Wielkiego Postu. W Wielkanoc znalazłem się w Krakowie, więc jedyne miejsca, w których mogłem spędzić czas to były kościoły i jakieś podrzędne bary. Pamiętam chłopaka w długich włosach, który palił fajkę jakby to był kontrkulturowy gest. W Warszawie wypytywałem ludzi o to, gdzie było getto. Chciałem, żeby pokazali mi jego granice. Kilka osób spytało: jesteś...
Stanisław Grochowiak dla Państwa. Niemal sześć dekad później też przemawia.
- Dzisiaj najtrudniej sprzedać powieść - mówi mi Tomasz Szponder, prezes wydawnictwa, które wszyscy zapewne znacie. Wojciech Szot: Co dziś najtrudniej sprzedać? Tomasz Szponder, współzałożyciel wydawnictwa Rebis: Dzisiaj najtrudniej sprzedać powieść. O ile nie jest to sensacja czy kryminał, albo nie stoi za nią jakaś wybitna nagroda czy bardzo znane nazwisko, to niemal każda fikcja jest rynkowo ryzykowna. Bardzo trudno wypromować książkę po prostu dobrą. Takim autorem, którego od lat wydajemy, ale bez większego powodzenia, jest Colm Tóibín – autor świetnych powieści...
Józef Hen dzisiaj obchodzi 102 urodziny! *** O tym, że zamierza już pojawić się na świecie, poinformował matkę - Chawę Cukier - w teatrze. "Mama była wielką miłośniczką teatru, i to w teatrze chwyciły ją bóle porodowe", pisał Józef Hen w "Nowolipiu", wspomnieniach wydanych w 1991 roku. Hen: "Odwieziono ją dorożką do domu, zawołano akuszerkę, panią Basiukową, która mieszkała nad nami – i tak przyszedłem na świat w noc z 7 na 8 listopada 1923 roku". Nie był wymarzonym dzieckiem. Matka "skakała ze stołu, żeby mnie się pozbyć, ale się nie udało, trzymałem się mocno życia. Świat uparł...
Lepienie pierogów. Taki miał pomysł na drugą randkę. Zgodziłem się nie dla pierogów. Przywitał mnie w fartuchu, umazany mąką. Okazało się, że naprawdę będziemy lepić. I nie, nie kilka sztuk. Dziesiątki. On był ze Śląska, a czas przedświąteczny. Nie szło mi. Kuchnia nigdy nie stała się dla mnie przyjaznym miejscem. Spod jego palców wychodziły piękne, niewielkie i zachęcające do jedzenia pierożki. Wszystkie podobne do siebie. Dla opisu moich wymyślono metaforę kurtyny milczenia. Wspólne gotowanie okazało się zaskakująco wciągające i, mimo garmażeryjnego przepychu, intymne. To nie jest...