Czarne, Aleksander Kaczorowski
Instagram #786
Przed finałem Nagrody Literackiej NIKE lektura obowiązkowa. #zdaniemszota #aleksanderkaczorowski #czarne #otapavel
Post udostępniony przez Zdaniem Szota (@zdaniem_szota) Wrz 8, 2019 o 2:57 PDT
Przed finałem Nagrody Literackiej NIKE lektura obowiązkowa. #zdaniemszota #aleksanderkaczorowski #czarne #otapavel
Post udostępniony przez Zdaniem Szota (@zdaniem_szota) Wrz 8, 2019 o 2:57 PDT
To jest jakaś klątwa albo fatum jakieś nieszczęsne wisi nade mną. Los złośliwy sprawia, że co wezmę ostatnio biografię na warsztat, to mi się nie podoba. A przecież sięgam po nie tylko z fascynacji bohaterami, których obiecują mi opowiedzieć. Nie czytam już biografii ludzi, którzy mnie nie interesują, bo nie mam na to przestrzeni pomiędzy synapsami. Wybieram jedynie te, gdzie liczę na wstrząsy, radości i czerwone od zaczytania oczy. Po “Berezowską” Czyńskiej sięgnąłem z radością, że postać tej niezwykłej artystki doczekała się osobnej książki i do tego w serii, która prezentuje się całkiem...
Wchłaniam ostatnio hurtowe ilości literatury biograficznej i reportaży poświęconych konkretnym postaciom i odnoszę wrażenie, że częściej bywam świadkiem rozterek osób piszących niż przeżywam losy osoby portretowanej. Autorzy i autorki biografii namiętnie zadają sobie pytania i to jest słuszna droga, ale gdy te pytania służą jedynie zrobieniu dodatkowych stron, to zaczynam się irytować. Klasycznym już przykładem, o którym mówię zawsze, gdy chcę opowiedzieć jak nie pisać biografii jest książka Ryzińskiego, “Foucault w Warszawie”. Mamy tu na stronie 88 taką zapowiedź: “Może, skoro...
Trzecim okiem podczytuję książkę Agnieszki Daukszy, "Jaremianka. Gdzie jesteś Maria?" i jestem pod jej sporym wrażeniem. Będę o tym pisał już za kilka dni i to za pieniądze, co mi dobrze na duszy robi. A tu fragment:
"To, co wiadomo o życiu Jaremianki w tym czasie [koniec lat 30.], lokuje się na granicy świata przedstawionego i równie niepewnego doświadczenia. Zdjęcie jakby wyrwane z powieściowej fikcji. Spojrzenie Marii, którego wymowa wciąż się aktualizuje.
Przymierzam nakrycie głowy, które nosiła tamtego dnia. Pachnie kurzem, misternie splecione pasma dzianiny są dość szorstkie w dotyku.
Py...
“Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza” Erika Karpelesa w tłumaczeniu Marka Fedyszaka to z pewnością jedna z najciekawszych książek, które w tym roku się ukazały. Najciekawszych ze względu na fascynującą postać głównego bohatera, ale i osobowość autora, który jako malarz podarował nam fantastyczne passusy dotyczące malarstwa Czapskiego. Szkoda, że w wielu innych miejscach nadmiernie popłynął, czasem zbanalizował, a niekiedy szkolno zanudził. Nie jest to biografia idealna, ale też nie jest to zła książka, warto po nią sięgnąć zachwycając się, gdy jest czym i kręcąc nosem na niektóre fragmenty.
“Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia” to książka nieudana, napisana naiwnym, prostym językiem, w którym mówi się o “pani Lucynie” i szczebiocze czasem zupełnie niepotrzebnie. Marta Sztokfisz utkała postać legendy polskiej kuchni na modłę literatury klasy B i myślę, że warto byście o tym wiedzieli. Wydawca pisze na okładce, że “tę książkę czyta się jak doskonałą powieść”, czemu z lekką jednak przykrością muszę zaprzeczyć. O kim jest ta książka, to wiecie, nie będę przypominał. Biografia z elementami fabularyzacji, w której wątłość źródeł zastępuje się obyczajową...
Bardzo ciekawy fragment, w którym autorka rozważa własne zaangażowanie w pisanie biografii Conrada. Biografii nietypowej, bo pomyślanej jako wielki przewodnik po zmieniającym się świecie. Zapraszam do lektury.
“Niejednokrotnie kwestionowałam swoje przywiązanie do tego nie-żyjącego już białego mężczyzny cierpiącego na ciągłą depresję, nie-poprawnie cynicznego i – jak na dzisiejsze standardy – niepokojąco uprzedzonego. Jako kobieta wzdragałam się przed tym, by spędzić tyle czasu z autorem, w którego prozie tak niewiele jest wiarygodnych postaci kobiecych, że wydawałoby się, iż ledwie zdawał...
Technicznie bardzo udana biografia, ale pozbawiona emocji, uczuć, "tego czegoś". O tym i kilku innych sprawach dzisiaj chciałbym, żebyśmy porozmawiali. Jest w literaturze taki moment najważniejszy, miejsce, w którym decyduję się, że dana opowieść jest tym, za czym chcę podążać. Czasem bywa to już pierwsze zdanie, niekiedy bohater, miejsce, sytuacja, fragment, rytm, cytat. Bywa różnie, ale szukam zawsze "tego czegoś", co sprawi że nie będzie to kolejna książka, którą po prostu przeczytałem. Oczekiwań wobec nowej książki Katarzyny Surmiak Domańskiej miałem sporo i po trochu zostały one...
"W 1956 roku zapisuje się do wieczorowego liceum ogólnokształcącego w Wałbrzychu.
Rodzice wynajmują mu pokój pod miastem. Codziennie jeździ na lekcje rowerem, a czasem chodzi pieszo. Na niedzielę przyjeżdża do domu.
Ale w Wałbrzychu znowu wydarza się coś dziwnego. Tuż przed końcem pierwszego roku chłopak oświadcza, że z liceum też rezygnuje. Obraził go nauczyciel historii. Otworzył jego dzienniczek, gdzie chłopiec porobił tabelki na stopnie i wpisał nazwy wszystkich przedmiotów, wśród nich: „chistorię” i „hemię”. Historyk przy całej klasie oznajmił: „Już lepiej by było, Kieślowski, żebyś...
Czy można sobie wyobrazić, jak wyglądałoby zebranie ZMP w Piwnicy pod Baranami? Można. Można też wyobrazić sobie, jak wyglądali jazzmani w pochodzie pierwszomajowym. W 1957 roku nadzieje na dobrą zmianę były spore. Niemieccy muzycy grali bluesa dla Gomułki, polscy mogli machać proporczykami w pochodzie. Można też oglądać zdjęcia. Zwłaszcza te dwa, gdy „Krzysio zaczął coś „bu-bu-bu” grać na saksofonie”. Wojciech Plewiński zrobił genialne fotografie – coś jak z Malczewskiego, choć te moje malarskie skojarzenia bywają mało zrozumiałe. Testowałem. W hali poznańskich targów towarzysze z...